W moim doświadczeniu przekonanie o tym, że nie jestem duszą z ziemskiego obiegu przyszło już na początku ścieżki wyzwolenia, czyli mniej więcej w trzy lata po tym jak nastąpił zwrot w degeneracji ciała – na rzecz regeneracji.
To zdarzenie miało charakter indukowany, czytaj – wszystkie znaki na niebie i ziemi świadczą o tym, że informacja przyszła z zewnątrz i nie była to normalna droga – np. artykuł w internecie o istnieniu ludzi zwanych lightworkerami, którzy mają tu na planecie do zrobienia coś więcej aniżeli przetrawiać materię, sadzić drzewa, budować domy, czy płodzić dzieci.
Chociaż pierwsze wskazówki można było odnaleźć właśnie we wspomnianych publikacjach, poprzez mapowanie własnych wewnętrznych potrzeb i marzeń. Tak realne potwierdzenie (znaczy kolejne znaki napływające do mojej świadomości) o tym pochodzeniu wynika z dwóch rzeczy.
Pierwszą z nich było uzyskanie swojego gwiezdnego imienia. To dziwne imię: „Aesthesir” – było pierwszą potężną informacją, która zbiła zwykłego małego szarego człowieka o imieniu Wiktor z jego pantałyku. Można powiedzieć pozamiatała raz na zawsze. Odbyło się to tak:
Jestem w swojej sypialni i jak co dzień robię swoją praktykę medytatywno ruchową. Stosuję po raz kolejny technikę przekazu telepatycznego do swojej rodziny, aby nie musieć im tłumaczyć swoich poglądów i nastawienia do religii przy okazji spotkań rodzinnych. Metoda działa zaskakująco dobrze, więc wyobrażam sobie spotkanie rodzinne: wiecie stół zastawiony żarciem, śmiechy hihy i wygłupy – atmosfera lekka i przyjemna a ja w tej atmosferze przekazuję im treści takie jakie tu na tej stronie publikuję. Nagle moja projekcja, która wypływa z moich pomysłów „ożywa” w sposób nieoczekiwany! Oto jedna z moich siostrzenic wstaje i zwraca się do mnie : „ale, Ty Aesthesir to …” W tym momencie natychmiast wypadam z głębokiego transu wracam do siebie w ułamku sekundy otwieram oczy i nie dowierzam co się właśnie stało. Jak to? Przezcież to ja wymyśliłem tę scenę – jak to możliwe, że scena zachowała się niezgodnie z moimi projekcjami? Jak to możliwe, że pojawiło się w niej słowo, którego w życiu nie słyszałem? Rzucam się do kompa to słowo brzęczy mi w uszach jak nieznośne wiercenie sąsiada – wklepuje to w google: 0 wyników! Co kućwa? Jak to możliwe? Jeszcze raz -tym razem bez ostatniej literki – rozpracuję to! Wynik, który się pojawił zabrzmiał : aesthesis – z greckiego odczuwanie…
A to ci dopiero psikus! Ja staram się rodzinkę uświadomić, a to rodzinka (nieświadomie) uświadomiła mnie 😀 no popatrz popatrz jaka ta rzeczywistość jest przewrotna… odczuwanie. To już wiem czemu całe życie taką „ciotką” byłem. Już wiem czemu miałem o wiele więcej powodów do płaczu, troski czy wycofania. To co naprawdę było powodem nie wynikało z bycia tchórzem, czy niedołęgą – wręcz przeciwnie, to co było głównym powodem jest czymś z czego chyba powinienem być dumny. Lecz to przytłacza. Już wiem czemu tak a nie inaczej odczuwam ten świat, już wiem czemu wiele sytuacji, które zwykłym ludziom nic nie robią, mnie potrafią obezwładniać. Już wiem… ale zaraz czekaj skąd mi się to wzieło? Czemu tak naprawdę noszę takie imię? Skąd w ogóle ono pochodzi? Skąd ja pochodzę, skoro je posiadam?
Druga informacja wynikła właśnie z tych pytań. No właśnie, te pytania, chociaż do google nie wpisane (zapewne już mnie przez komórkę podsłuchał, jak sobie pod nosem gadałem – googiel jeden skubany) zaczęły owocować odpowiedziami w postaci najróżniejszych sugerowanych treści na YT.
Nie pamiętam, czy to było dzień czy trzy dni póżniej – włączam YT żeby znaleźć dobrą mantrę pod medytację a tu filmik pod tytułem „plejadyjskie pochodzenie”. Cóż za szok cóż za zdziwienie – skąd mogę mieć takie gwiezdne pochodzenie? Przecież zwykłym jestem człowiekiem. Wręcz normalnym takim szurającym po dnie cieciem. Jeśli takie naprawdę mam pochodzenie, to jest ogromne prawdziwie wyniosłe wyróżnienie!
Od tamtego momentu – choć sam do końca w to nie wierzyłem – to zdecydowanie inaczej zacząłem postrzegać samego siebie i swoją ścieżkę. To był czas kiedy naprawdę dosłownie szurałem po dnie rozpaczy. Brak pracy, brak pieniędzy, samotność. Przewlekła choroba pleców, czyli ciągły, nieustający ból w lędźwiach, czasem wręcz paraliżujący! Długie godziny spędzane na ćwiczeniach, co dawało ulgę na krótki czas. Zero perspektyw na poprawę, medycyna zachodu rozłożyła ręce. Zupełna ignorancja ze strony rodziny – nikt nawet nie pytał, czy można jakoś mi pomóc. Pies z kulawą nogą nie zawitał, znajomi zniknęli został sam ból. DNO!
A jednak, pojawia się coś na tle całej tej rozpaczy przepycha jej wskaźnik na euforię. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo dlaczego – od tego momentu kiedy uświadomiłem sobie, że moja ścieżka nie jest typową ścieżką ludzką – coś drgnęło. Coś się zmieniło w zasadzie w niezauważalny sposób, odczucie świata stało się inne. I ta rozpacz w radości albo euforia wymieszana z tragedią. Oscylacja w punkcie, który dla większości ludzi nie istnieje w ogóle!
Wtedy poznałem jakie uczucia towarzyszą prawdziwej wdzięczności (i rozpaczy zarazem). Momenty kiedy z nieznanych przyczyn nagle krzyczysz w dziwny wręcz rozpaczliwy sposób, a z oczu lecą ci strumienie łez. Całe ciało w zasadzie drży wszystko wibruje – czujesz, że jesteś wszechświatem. Ryczysz bo taka energia Cię dopada i mieli Twoje trzewia. Czujesz że żyjesz! Choć wolałbyś odpocząć przy drinku z palemką na plaży – to wiesz, że przed tobą jeszcze długa droga – nie tylko do odzyskania zdrowia, ale i do zbudowania tego co przez Ciebie powinno się w tej rzeczywistości zamanifestować. Filmy, które na skutek tego pojawiają Ci się w głowie. Strach, że nie podołasz i radość, że w ogóle możesz coś ze sobą zrobić. Niedowierzanie, ale i fascynacja, ekstremalnie silna potrzeba sprawdzenia tego w rzeczywistości. Obawy o to, czy oby na pewno mózg działa dobrze. A może mnie po.ebało poprostu?
O tym w następnych wpisach 😉